Jakub Gorfinkel

O tym, że nie jest obywatelem polskim – co więcej – nigdy nim nie był, dwudziestoletni mieszkaniec Lublina, Jakub Gorfinkel, dowiaduje się w końcu czerwca 1967 roku. Zostaje wezwany na posterunek milicji obywatelskiej: „Niech Pan pokaże dowód osobisty”. Jakub pokazuje zieloną książeczkę, którą otrzymał niespełna dwa lata wcześniej. „Ten dokument tożsamości jest anulowany. Ten dowód osobisty wydano panu nieprawidłowo i myśmy postanowili, że pan nie ma polskiego obywatelstwa. Może pan iść”. „Jak to – nie mam?!”.

Funkcjonariusze MO wyjaśniają Jakubowi, że przecież urodził się w Mironówce, miasteczku w obwodzie kijowskim, w Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Jego ojciec, po którym odziedziczył nie tylko nazwisko, ale i imię, urodził się w 1916 roku w Lublinie. Tutaj prowadził zakład fryzjerski, był członkiem zarządu cechu fryzjerów, przynależał do żydowskiej, socjalistycznej i antysyjonistycznej partii Bund (W przeciwieństwie do, do syjonistów, to oni, oni nie chcieli wyjeżdżać. Oni chcieli, żeby Żydzi znaleźli swoje miejsce w Polsce), która działała na rzecz autonomii życia społecznego i kulturalnego Żydów. Po wybuchu drugiej wojny światowej wyjeżdża do Lwowa, cudem unika wywózki do obozu pracy w Archangielsku. Aby uniknąć aresztowania przez NKWD dobrowolnie zgłasza się do „armii pracy” i zostaje wysłany do wycieńczającej pracy w kopalni w Donbasie. Wtedy ojciec Jakuba zostaje zmuszony do przyjęcia radzieckiego obywatelstwa. Jego polski dokument tożsamości zostaje skradziony: Bez dokumentów, w Rosji, w czasie wojny, to Ty „wróg ludu”. Powiedzieli mu: „Słuchaj, Polski nie ma. Odtworzyć polskie dokumenty, niemożliwe”. Jako obywatel sowiecki zostaje wcielony do Armii Czerwonej, bierze udział w obronie oblężonego Leningradu – w przeżyciu pomaga fryzjerska profesja: otrzymuje oficerskie racje żywnościowe, 600 zamiast 400 gramów czarnego, ziemistego chleba dziennie…

Po zakończeniu wojny ojciec Jakuba żeni się z ukraińską Żydówką Miriam Bindman. To jego drugie małżeństwo, w otchłani Zagłady ginie jego pierwsza żona i syn. Jakub senior z Marią osiadają w Mironówce oddalonej około stu kilometrów od Kijowa, choć, można się domyślać, że nie było to ich wymarzone miejsce do budowania nowego życia. Z radzieckim obywatelstwem ojciec Jakuba jest ciągle „elementem niepewnym ideologicznie”.

Jako Polak, jako były Polak, jemu nie wolno było mieszkać bliżej, niż sto kilometrów od, od Kijowa. Była taka limitowa strefa. Sto kilometrów od Kijowa, od wielkich miast, nie wolno było żyć. Nie wolno było ludziom, którzy byli jakoś związani z zagranicą, nie wolno było mieszkać.

Tam rodzi się ich pierwszy syn. Dopiero po śmierci Stalina, odwilży w Związku Radzieckim oraz porozumieniu pomiędzy Gomułką i Chruszczowem, w 1958 roku, ojciec Jakuba odzyskał polskie obywatelstwo i cała rodzina Gorfinklów przyjechała do Polski w ramach kolejnej fali „repatriacji”. W Lublinie Jakub skończył szkołę podstawową, średnią, rozpoczął studia wyższe.

W 1967 roku, w komendzie milicji Jakub pyta, co ma zrobić:

„Niech Pan jedzie do ambasady sowieckiej w Warszawie i prosi, żeby tam zapisano pana z powrotem – jako sowieckiego obywatela. Ja mówię: „Ja nie chcę!”. Ale jak wyszedłem od nich, posłali za mną milicjantów, którzy mnie nieustanie legitymowali: „Stań! Proszę, pokazać twój dowód osobisty”. Ja mówię: „Nie mam”. „A ma pan jakiś inny papier potwierdzający tożsamość?”. „Nie mam”. Chodzili tak za mną. Po paru tygodniach takich gier pomyślałem sobie: „Pojadę do Warszawy, do radzieckiej ambasady i spytam się, co mam robić”. Znaczy, po prostu, złożę prośbę o te radzieckie obywatelstwo. Przyjechałem i mówię, że mnie zabrali polskie obywatelstwo i mówią, żebym brał sowieckie. A oni się śmieją. „Niech Pan wraca do Lublina! Niech się tam towarzysze nie wygłupiają!”. Tak mi ambasador radziecki mówi.

Jakub wraca do Lublina, ponownie odwiedza posterunek MO: „Wie Pan co? Niech pan posiedzi w domu. My załatwimy to z rosyjskimi kolegami”. Po kilku miesiącach Jakub otrzymuje zawiadomienie z radzieckiej ambasady, że po uzgodnieniu ze stroną polską zostanie mu „zwrócone” sowieckie obywatelstwo. Otrzymuje paszport zagraniczny obywatela ZSRR – teraz, żeby zostać w Lublinie, musi otrzymać wizę pobytową dla cudzoziemca. Staje się obcym w swoim własnym domu. Podczas kolejnej wizyty na posterunku MO w jego nowym paszporcie zostaje wbita pieczątka uprawniająca Jakuba do pobytu na terenie Rzeczypospolitej Ludowej przez następne dwa lata – do grudnia 1969 roku.

Ja myślę, że oni już sobie planowali, po skoczeniu tej dwuletniej wizy pobytowej w Polsce, jej ponownie nie odnawiać, a mną, po prostu, jako tego człowiekiem-wichrzycielem, który tu sprzeciwiał się polityce Partii… niech się Rosja takim zajmuje. A Rosja przecież, ma gdzie zajmować się. Tyle miejsca jest tam: Kołyma, Kamczatka.

Moment, w którym Jakub Gorfinkel traci polskie obywatelstwo nie jest przypadkowy. W odpowiedzi na konflikt izraelsko-arabski, czyli tzw. wojnę sześciodniową stoczoną pomiędzy Izraelem a Egiptem, Jordanią i Syrią w pierwszych dniach czerwca 1967 roku, w całej Polsce odbywają się tak zwane „masówki” – wiece i manifestacje oraz ideologiczne pogadanki w zakładach pracy, szkołach i pozostałych instytucjach publicznych. Celem propagandowych spotkań było publiczne potępienie polityki Izraela oraz „imperializmu Zachodu”, jak również wychwalanie sowieckiej techniki i strategii wojennej wykorzystywanej przez Ligę Arabską.

W Lublinie Partia postanowiła, że ludzie muszą wysłuchać rozjaśnienia polityki Partii. To zaczęli robić w różnych punktach takich jak domy kultury. Jak zobaczyłem, że będzie takie spotkanie z przedstawicielem Partii, które ma rozjaśnić, dlaczego zerwano stosunki dyplomatyczne z Izraelem. Zadzwoniłem do swoich koleżanek, Miski i Zosi, i powiedziałem: „Chodźmy, pójdziemy, posłuchamy. Może zadamy takie niedelikatne pytania temu prelegentowi”. Ponieważ ja jestem bezczelny, to na spotkaniu zadawałem temu prelegentowi bardzo, bardzo ciężkie pytania, które były oparte na wystąpieniach Nasera. Tego egipskiego prezydenta. To, co on mówił. To ja się, po prostu, pytam: „Było tak?”. Zadawałem takie pytania, które były niewygodne dla tego prelegenta, zatykałem go bez przerwy. A mnie, ta Zosia, co siedziała koło mnie. Miśka, to było cichutko. Ona taka jak myszka. A Zosia, to mnie bez przerwy, tak ciągała za ubranie. Ona mnie ciągała za spodnie. „Siadaj, starczy!”. Miśka też… Ona nie występowała, ale siedziała koło mnie i mnie próbowała trochę uspokoić. Tak? I chociaż, to były takie spotkania z ludnością, na których nikt nie sprawdzał, kto wchodzi do tego klubu, ale nasza milicja obywatelska wiedziała, kto tam był. Po paru tygodniach przyszedł do nas, do domu, milicjant i przyniósł mi takie zaproszenie. Zaproszenie od śledczego milicji, żebym przyszedł.

Jakub ma przynieść ze sobą dowód osobisty – żeby się wylegitymować.

Ja tylko cytowałem prawdziwe wypowiedzi Nasera – ale ich to nie obchodziło. Ich obchodziło to, że ja byłem bezczelny i ludność polska, zamiast wierzyć w politykę Partii, i być za tym, żeby stosunki dyplomatyczne z Izraelem zerwać, to ona zaczęła się wahać na tym spotkaniu. Bo później były też głosy innych ludzi, którzy też zaczęli zadawać pytania takie nie bardzo w stylu polityki Partii. Ja rozbudziłem takie nastroje…

Jakub Gorfinkel emigruje do Izraela w 1969. 21 lipca wyjeżdża do Warszawy. Kilka dni później ląduje w Izraelu na pokładzie samolotu lecącego z Wiednia.

Całą noc poprzedzającą mój wyjazd nie spaliśmy. Bo to był dzień, kiedy Armstrong wylądował na księżycu. Historyczny dzień. I ja całą noc nie spałem. Ja patrzyłem jak to się wszystko przygotowuje się to do lądowania. Jak on ląduje na Księżycu. To przecież pokazywali wszystko w telewizji. Ja to widziałem. Siedziałem. Później, od razu po lądowaniu, zamówiliśmy taksówkę i pojechaliśmy na dworzec kolejowy w Lublinie. Tylko rodzina. I ja odjechałem. Sam.

Trzy miesiące później do Izraela przyjeżdżają pozostali członkowie rodziny Jakuba.

Mój ojciec, bardzo się bał jechać. Po pierwsze, to jakby wyrwać z korzeniami w pięćdziesiąt cztery lata i przesadzić na nową, nowy grunt, to nie jest takie proste dla ludzi po pięćdziesiątce. Tu wiesz gdzie pójść do polikliniki, do sklepu, znasz język. To jest miejsce, do którego jesteś przyzwyczajony. I masz mieszkanie. On, bardzo nie chciał jechać, chociaż w 1968 roku wyrzucali z pracy. Wszędzie wyrzucali Żydów. Ale tam gazetach pisali: jaki ojciec, taki syn – i na odwrót. Znaczy, wichrzyciele, element niepewny. I zaczęli wyrzucać. Codziennie publikowali w prasie wiadomości, że na przykład wyrzucili kogoś z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Publikowali cały spis takich ludzi, którzy się skrywali pod cudzymi, polskimi nazwiskami. To, co robi spółdzielnia fryzjerska, która ma jednego jedynego Żyda na całą spółdzielnię? I do tego mój ojciec był kierownikiem tego placówki na Podzamczu. To oni, też jego wyrzucają. I wyrzucili mojego ojca z kierownictwa placówki na Podzamczu i posłali go gdzieś, na jakieś miejsce, gdzie wchodził jeden klient na dzień. Ale było mieszkanie i była jakaś praca. Było bardzo ciężko, ale ojciec nie chciał stąd ruszać.

Ostatecznie do Izraela dotarli: rodzice oraz rodzeństwo Jakuba, jego brat Izaak i siostra Olga.

Józef Markiewicz

Współorganizator

Mecenas

Wsparcie

partner instytucjonalny